sobota, 7 marca 2009

Teoria superstrun! cz. I

Temat superstrun interesuje mnie od 13 lat. Zetknąłem się z tą teorią przy okazji lektury książki, profesora fizyki teoretycznej na City University w Nowym Jorku - Michio Kaku, pod tytułem „Hiperprzestrzeń. Naukowa podróż przez wszechświaty równoległe, pętle czasowe i dziesiąty wymiar”, którego polskie wydanie ukazało się w 1995 roku. W fizyce są różne teorie, które się sprawdzają doświadczalnie w danej wąskiej dziedzinie nauki, ale pewne dziedziny w fizyce udało się połączyć w spójną matematyczną całość, a inne nie. Największym problemem do rozwiązania był problem skonstruowania prawdziwej, ścisłej kwantowej teorii grawitacji – unifikacji teorii kwantowej i ogólnej teorii względności Alberta Einsteina. Problem ten prześladował największe umysły XX wieku, łącznie z Albertem Einsteinem. Mimo licznych prób i częściowych sukcesów ciągle jeszcze nie ma ostatecznej kwantowej teorii grawitacji.
Wszystkie zdroworozsądkowe propozycje teorii wszystkiego okazały się matematycznie niespójne. Zmuszeni jesteśmy obecnie pójść dalej, by stworzyć wyższą teorię, która połączy w spójną całość zarówno ogólną teorię względności, jak i teorię kwantową. Obecnie jedyną kandydatką na teorię wszystkiego jest teoria superstrun.
Albert Einstein zadał kiedyś pytanie: Czy Bóg tworząc Wszechświat miał jakiś wybór? Wygląda na to, że nie. Zasady ogólnej teorii względności i teorii kwantowej są sobie tak obce, że jakakolwiek teoria łącząca je w spójną całość musi nie tylko mieć olbrzymią moc, ale musi również być bardzo dobrze określona. Teoria wszystkiego musi odtwarzać teorię grawitacji Einsteina na dużych odległościach, a kwantową teorię cząstek na małych, i poza tym powinna być (jak sądzi większość fizyków) pojęciowo prosta. Te warunki narzucają tak duże ograniczenia, że możliwe, iż istnieje tylko jedno rozwiązanie tego problemu.
Zacznijmy wszystko od początku: był rok 1968! Gabriele Veneziano badając silne oddziaływania jądrowe zauważył, że tak zwana funkcja beta, odkryta przez wybitnego matematyka – Eulera, 200 lat wcześniej, doskonale opisuje właściwości cząstek w silnych oddziaływaniach jądrowych. Wszyscy dziwili się dlaczego opis ten w 100% się sprawdza? Próbowano wyjaśnić tą zbieżność – wyobrażając sobie, że cząstki nie są punktami, lecz nitkami wibrującymi, czyli strunami. Dalszy los teorii strun był mocno zagrożony przez trudności, które napotkała na swej drodze, które rozwiązała inna teoria, zwana chromodynamiką kwantową. W zasadzie chromodynamika kwantowa spowodowała czasowe odejście od teorii strun, ale w 1974 roku John Schwarz i Joel Scherk zauważyli, że to co w teorii strun nie pasowało do oddziaływań jądrowych, doskonale nadawało się do oddziaływań grawitacyjnych. Początkowo pomysł ten nie cieszył się wielkim zaufaniem fizyków, ale 10 lat później Michael Green i John Schwarz zauważyli, że teoria strun ma szanse połączyć wszystkie 4 główne siły w fizyce: elektromagnetyzm, grawitację, siły jądrowe słabe i silne.

Teoria strun postuluje, że wszystkie cząstki, jakie obserwujemy we Wszechświecie, łącznie z atomami naszych ciał, składają się z małych wibrujących strun. Rezonanse, czyli "dźwięki" tych strun, tworzą menażerię cząstek elementarnych (fermiony – takie jak elektron, czy kwark i bozony – np. foton i gluon). Wszechświat jest symfonią drgających strun, a zasady harmonii są znanymi nam prawami fizyki. Chcąc zunifikować fizykę odkryto w latach 70-tych matematyczne transformacje przekształcające bozony w fermiony i fermiony w bozony. Owe przekształcenia nazwano supersymetrią. Wkrótce później odkryto inną arcyciekawą własność supersymetrii, która zawiera w sobie coś, co jest bardzo podobne do ogólnej teorii względności Alberta Einsteina – z tego czegoś powstała teoria supergrawitacji. Początkowo przez to teoria strun zawisła w niebycie na jakiś czas, ale wkrótce znowu zaświtała nadzieja: do teorii strun można było włączyć supersymetrię. Jak widzimy losy teorii strun były w historii niezwykle burzliwe i dramatyczne i na tym się nie kończą. To połączenie teorii strun i supersymetrii dało początek nowej teorii - zwanej od roku 1981 – teorią superstrun. I tak jest również w chwili obecnej, po małych sukcesach teorii superstrun przychodzą niestety kolejne kryzysy, a po nich nowe nadzieje i tak w kółko...
Pewnym rozwiązaniem kolejnych problemów okazało się wprowadzenie nowych elementów wzbogacających teorię o nowe bardziej zaawansowane struktury. Trzeba było wzbogacić tą teorię o dodatkowe wymiary przestrzeni.
Kiedyś myślałem, że jest tylko jedna teoria superstrun, okazało się niedawno, że jest tych teorii superstrun aż pięć. Wszystkich 5 teorii superstrun jest bardzo podobnych do siebie i właściwie jeszcze jedna teoria zwana M-teorią spaja pozostałe 5 w jedną całość. Wszystkie 5 teorii zakłada istnienie 10 wymiarów: 3 zewnętrznych – przestrzennych i 6 wewnętrznych – zwiniętych do środka, czyli w drugą stronę + czas. M-teoria wymaga dodatkowego wymiaru przestrzennego w stosunku do pozostałych 5 teorii.
Szczególną cechą teorii superstrun jest to, że mikroskopijne struny (około 100 miliardów miliardów razy mniejsze od protonu) mogą drgać tylko w dziesięciowymiarowej czasoprzestrzeni.

Mistycy, filozofowie i autorzy literatury fantastycznonaukowej zawsze fascynowali się wyższymi wymiarami. Teraz jednak mamy matematyczne powody, aby wierzyć w dziesięciowymiarową czasoprzestrzeń, ponieważ tylko we wszechświecie o takiej liczbie wymiarów jest wystarczająco dużo miejsca, aby pomieścić zarówno teorię kwantową, jak i teorię Einsteina. (Jeśli zapiszemy teorię superstrun, powiedzmy, w 12 lub 13 wymiarach, staje się ona matematycznie niespójna. Wszechświat, który początkowo miałby taką liczbę wymiarów, byłby niestabilny i zredukowałby się do wszechświata dziesięciowymiarowego).
W ten sposób narodził się nowy, zaskakujący obraz kosmologii kwantowej. Dziesięciowymiarowe pęcherzyki-wszechświaty są niestabilne. Nasz pęcherzyk wkrótce po powstaniu podzielił się na dwie części: cztero- i sześciowymiarowy wszechświat. Wszechświat sześciowymiarowy zapadł się i te wymiary uległy takiemu skręceniu (są 10 bilionów bilionów razy mniejsze od atomu), że nie możemy ich zobaczyć. Jednak zapadnięcie się sześciowymiarowego wszechświata umożliwiło ekspansję naszego czterowymiarowego Wszechświata, dając w efekcie rozszerzający się kosmos, który obserwujemy dzisiaj. Jest on produktem ubocznym o wiele bardziej gwałtownego zdarzenia, jakim było rozbicie dziesięciowymiarowej czasoprzestrzeni.
Oznacza to również, że inne pęcherzyki mogą rozpadać się na 5, 6, 7, 8 lub 9 wymiarów. Można jednak wykazać, że w takich pęcherzykach nie pojawiło się życie. Fizyka mówi nam, że stabilne układy gwiazdowe, atomy i protony mogą istnieć tylko w czterowymiarowym wszechświecie. Nasz Wszechświat ma prawdopodobnie cztery wymiary dlatego, że w przeciwnym razie w ogóle by nas tu nie było i nie moglibyśmy zastanawiać się nad tym problemem.

Tematem, który mnie osobiście najbardziej zainteresował przy okazji teorii superstrun były superliczby, które odkryto w ostatnich latach. Mają szczególną własność, ich mnożenie zmienia znak. Czyli, jeżeli mamy liczby a i b, które należą do zbioru superliczb, to prawdziwe są następujące równania:
a x b = - a x b
a x a = - a x a
Jako ciekawostkę dodam, że owe przekształcenia matematyczne są wykorzystywane przez fizyków teoretyków do uproszczeń tasiemcowych wzorów w teorii superstrun. Jest to bardzo zaawansowana teoria współczesnej fizyki, mająca dzisiaj pośrednie dowody naukowe na swoją prawdziwość i wielu zwolenników, ze względu na tendencję do unifikacji wszystkich sił w fizyce w jedną spójną teorię.
Liczby urojone powstały w matematyce tylko dlatego, że w liczbach rzeczywistych było zabronione pierwiastkowanie liczby -1. Z superliczbami jest odwrotnie, to znaczy upraszczają się do liczb rzeczywistych, ale mają dodatkową własność, którą wykazałem powyżej we wzorach. Wygląda to dziwnie! Akurat mnożenie wpływa na zmianę znaku. Ciekawe! Dlaczego? Spróbujmy potraktować superliczby jako liczby urojone, tylko trochę zmodyfikowane:














Jak widzimy nowa matematyka superliczb wymaga przekroczenia kolejnego zakazu właściwego dla liczb rzeczywistych, czyli logarytmowania liczby -1. Jest to zrozumiałe, gdy przyjmie się, że superliczby są takimi liczbami urojonymi w drugą stronę, które upraszczają się do postaci rzeczywistej.


PONIŻEJ LEKTURA UZUPEŁNIAJĄCA:
http://www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/01.asp

C. D. N.

wtorek, 3 marca 2009

Zapraszam na Misterium!!!

Bardzo serdecznie witam.
Jak co roku, tak też teraz, odbędzie się Misterium Męki Pańskiej na Poznańskiej Cytadeli w Wigilię Niedzieli Palmowej, na tydzień przed Wielkanocą. Misterium rozpocznie się o godzinie 20:00 na Placu pod Dzwonem Pokoju. Zawsze staramy się wprowadzać nowe pomysły, rzeczy, które z natury rzeczy zwykle zaskakują przeciętnego widza i dzięki temu Misterium jest wciąż żywe i wywołuje emocje, i to silne emocje. Sprzed dwóch lat zamieściłem zdjęcie przedstawiające naszego Papieża Jana Pawła II z przedstawienia i ku mojemu zdziwieniu w rankingu jest ono nawet na wysokiej pozycji. Wiele osób widziało to zdjęcie i nikt na początku nie chciał wierzyć, że to mój kolega, przebrany za Papieża, idzie na podwyższeniu. To zdjęcie świadczy w dużym stopniu o naszym zaangażowaniu w to wszystko co tworzymy. Kliknij poniższy link:

mojpapiez.pl/zdjecie/nr/1223/misterium_meki_panskiej.html

Pozdrawiam i zapraszam 4-ego kwietnia do Poznania

czwartek, 5 lutego 2009

Welkome bek! :)

Na rozruszanie ;)


Pozdrawiam wszystkich!

piątek, 26 grudnia 2008

Życzenia dla wszystkich!!!

Najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2009!

Drogi Internauto, Droga Internautko...

Moc życzeń na Święta Bożej Mocy,

Rozpalonej Nocy,

Gdzie Gwiazdka z Nieba Nam dana, drogę Królom-Magom ze Wschodu wskazała

I Moc Najwyższego Nam okazała,

W małym Dzieciątku,

W żłóbku, na sianku, w zakątku.

Niech radość Bożej Dzieciny

Zawita i w Nasze, wszystkie życia dziedziny,

Niech zagości na czas stały,

Na przyszły Nowy Rok 2009 - cały.

A Moc truchleje

I niech zdroje Łask Nam leje,

Abyśmy byli dobrzy i zdrowi,

A Panu Bogu zawsze gotowi.

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

A świat cały niech Nam weselem dnieje,

Ma granice Nieskończony,

Ratujący ludzkich dusz miliony.

Hej Kolęda! Kolęda!

W tym dniu, kiedy Chrystus rodzi się w Nas, dawniej w bardziej zewnętrznym wymiarze, a dziś bardziej w wewnętrznym wymiarze, niech to co jest w Nas, w Naszym ludzkim wymiarze, zatrzyma się i spojrzy w wymiar duchowy, niech spojrzy w głąb, szczególnie w religijnym aspekcie, aby przeniknąć wszystkie hierarchie niebieskie: SERAFINÓW, CHERUBINÓW, PANOWAŃ, TRONÓW, POTĘG, MOCY, DUCHÓW ARCHAI, ARCHANIOŁÓW I ANIOŁÓW i zrozumieć, że więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu.

środa, 10 grudnia 2008

13 maja 1981 r.

Zamach na Jana Pawła II


W dniu 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19, Jan Paweł II został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Agcę w brzuch oraz rękę. Jak ustalili śledczy, chwilę wcześniej Ali Ağca mierzył w jego głowę. Jan Paweł II schylił się wtedy do małej dziewczynki (Sara Bartoli) i wziął ją na ręce. Zamachowiec prawdopodobnie nie chciał postrzelić dziecka i opóźnił oddanie strzału, co uniemożliwiło mu dokładne wycelowanie. Ranny Papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza Dziwisza. Ochrona przewiozła Jana Pawła II do kliniki Gemelli.
Kard. Tarcisio Bertone SDB jest Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej. Rozmawiałem z nim w roku 2000 na temat kulis dotyczących wydarzeń po zamachu i udało mi się z tej rozmowy wyszczególnić kilka faktów i co się okazało:
- po przywiezieniu Jana Pawła II do kliniki Gemelli lekarze stwierdzili ustanie funkcji życiowych Papieża i podjęli próbę Jego reanimacji
- Kard. Bertone przybył do kliniki Gemelli na miejsce, gdzie znajdował się Papież i postanowił towarzyszyć Janowi Pawłowi II w klinice, w Jego ostatniej drodze, z racji funkcji, które sprawował
- po nieskutecznych próbach przywrócenia Papieża do życia, lekarze odstąpili od dalszych czynności przekazując do Kard. Bertone informację o zgonie Papieża
- Kard. Bertone widział dokładnie twarz Papieża, która była zupełnie blada, zupełnie jak twarz nieboszczyka
- Jan Paweł II umarł tego dnia według Kard. Bertone, a lekarze z kliniki Gemelli jednoznacznie to stwierdzili
- Kard. Bertone był w klinice Gemelli na miejscu i w tej nowej sytuacji miał za zadanie wyjść do mediów, aby przygotować oświadczenie w sprawie oficjalnego komunikatu o śmierci Jana Pawła II
- w tym momencie twarz Papieża zrobiła się zupełnie różowa, jak u zdrowego, żyjącego człowieka i wróciły samoczynnie najważniejsze funkcje życiowe, Papież wrócił do życia, tak jakby wcześniejsze zdarzenie w ogóle nie miało miejsca
- te fakty nie są znane mediom i nikt o nich nie wie, zna je tylko małe grono osób, które uwierzyły w prawdziwość relacji naocznych świadków i nie przekazują tych rewelacji, bo i tak nikt w nie nie uwierzy, bo to był prawdziwy cud!


Później poddano Papieża sześciogodzinnej operacji. Do pełni zdrowia jednak nigdy nie wrócił. Papież wierzył, że swoje ocalenie nie zawdzięczał tylko szczęściu. Wyraził to słowami: Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę. Tą Istotą duchową, która kierowała kulę w sposób cudowny, kula przemieszczała się w ciele Papieża przechodząc przez kawałek jelita i omijając wszystkie organy życiowe, była Maryja – Matka Boża, jak wierzył Papież. Podwójny cud!
Wierni dostrzegli pewien związek. Zamach miał miejsce 13 maja, podobnie jak pierwsze objawienie Matki Boskiej w Fátimie w roku 1917. Jan Paweł II spędził na rehabilitacji w szpitalu 22 dni. Potem wielokrotnie cierpiał z powodu różnorodnych dolegliwości będących następstwem postrzału. Papież nigdy nie ukrywał swoich niedomagań przed wiernymi, ukazując wszystkim oblicze zwykłego człowieka poddanego cierpieniu.
Amerykański dziennikarz John O. Koehler dotarł do dokumentów, które pokazują, jak Moskwa zwalczała Jana Pawła II. Ujawnia tekst rozkazu, który poleca „wykorzystać wszystkie dostępne możliwości” przeciwko polskiemu papieżowi. Rozkaz Komitetu Centralnego KPZR z 1979 roku, nakazujący KGB "wykorzystanie wszelkich dostępnych możliwości, miał zapobiec nowemu kierunkowi w polityce, zapoczątkowanemu przez polskiego Papieża, a w razie konieczności – sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację". Pod rozkazem podpisali się: Michaił Gorbaczow, Michaił Susłow oraz inni członkowie KC – Andriej Kirylenko, Konstantin Czernienko, Konstantin Rusakow, Władimir Ponomariew, Iwan Kapitonow, Michaił Zimianin i Władimir Dołgich. Dokument ten był szeroko analizowany w 2008 roku przez amerykańskiego dziennikarza Johna O. Kohlera.
W marcu 2006 komisja śledcza włoskiego parlamentu powołana dla ustalenia odpowiedzialności obywateli włoskich podejrzanych o współpracę z KGB, ustaliła bezsprzecznie, że rozkaz zabicia Papieża wydał osobiście I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew, a zatwierdziło Biuro Polityczne m. in. Michaił Gorbaczow. Ali Agca działał na zlecenie bułgarskiej służby bezpieczeństwa, której działania miało inspirować radzieckie KGB. Badania archiwów ujawniły, że istniała szansa na udaremnienie zamachu. Niestety sygnały ostrzegawcze przekazane przez amerykańską CIA zostały zlekceważone. Po zamachu otoczenie Papieża wprowadziło specjalne środki bezpieczeństwa (m. in. papamobile został odpowiednio opancerzony).
Rok po zamachu Papież udał się do Fátimy, chcąc złożyć Matce Boskiej hołd i podziękowanie za to, że ta według niego ocaliła mu życie. 13 maja 1982, podczas nabożeństwa, niezrównoważony hiszpański ksiądz ugodził go lekko nożem. Ochrona papieża szybko go obezwładniła, a papież dokończył nabożeństwo pomimo krwawienia. Wydarzenie to nie było upublicznione aż do roku 2008, kiedy do kin trafił film Świadectwo.
2 lutego 1983 funkcjonariusze SB, pracownicy grupy "D" podjęli próbę skompromitowania Jana Pawła II przed jego II Podróżą Apostolską do Polski, podrzucając do mieszkania redaktora Tygodnika Powszechnego ks. Andrzeja Bardeckiego spreparowany pamiętnik Ireny Kinaszewskiej, znajomej Wojtyły.

sobota, 22 listopada 2008

Interfejsowy śmietnik

Piszę te słowa po "przypadkowym" formacie karty w telefonie i mozolnym dorabianiu całego softu. NIECH ICH wszystkich dziad mróz zabierze w ciemny mroczny las!!
Tyle lat minęło a my ciągle do tyłu- nie uważam się za jakiegoś zgreda elektronicznego ale jak mam przebijać się przez moją pamięć jak to w danym systemie/telefonie/pockecie/innym pierdolniku nazwał programista, przetłumaczył ktoś inny, umieściła w katalogu/menu/pasku trzecia osoba z szóstą to mi się wszystkiego odechciewa! Chamstwo zatwardziałe - zgubcie instrukcje od dvd jakiegoś gównianego to po 3 latach upgrade firmware pójdzie jak z ręki.."wduś to, przytrzymaj przez x tego i pamiętaj aby w tym samym czasie..." SZALEŃSTWO. Teraz na lotnisku bawiłem sie PS3 (tam nic że po francusku dziad chodził) kolejny gówniany interfejs, kolejna próba czegoś - wwwwrrrr. LUDZIE opanujcie się :) CS4 kolejne zmiany w interfejsie, tablet mi nie działa.
Te zabawy są dobre jak się ma 13-17 lat i kupę czasu na naukę kolejnych udziwnień, człowiek wraz z wiekiem chciałby narzędzia, jak do pracy to do pracy jak do zabawy to do zabawy, jak do zabawy to się wciska PLAY i grasz... ot filozofia.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Heksagon z Saturna...

27 lat temu naukowców z całego świata niezmiernie zaskoczył widok sześciokątnej chmury na Saturnie. Zdjęcia obiektu dostarczyły sondy Voyager 1 i Voyager 2. Naukowcy nie potrafili wtedy nic powiedzieć na temat przyczyn tak niesamowitego zjawiska. Co więcej nadal nie potrafią wyjaśnić natury zjawiska, zwłaszcza po ostatnich zdjęciach, które dostarczyła sonda Cassini. Zdjęcia wskazują na trwałość struktury wszak minęło już ponad ćwierć wieku...

Zdjęcia tajemniczej struktury dostarczone
przez sondę Voyager.


Przelatująca w pobliżu Saturna sonda Cassini dostarczyła nowe zdjęcia północnego bieguna tej planety. Okazuje się, że sześciokąt stworzony z chmur, mimo 27 lat, istnieje nadal.
Sonda Cassini przesłała na Ziemię zdumiewające zdjęcia z Saturna. Okazuje się, że na jednym z biegunów tej planety na powierzchni planety (czyli w zasadzie w jej chmurach) utworzyła się symetryczna, heksagonalna struktura.


Zdjęcie heksagonalnej struktury z Saturna.

Wygląda to jakby Saturn miał wkręconą od góry wielką śrubę...

Czy aby to na pewno chmury???

Oglądając film zamieszczony w sieci przez NASA (ilustracja poniżej) można zauważyć, że ta sześciokątna struktura obraca się na filmie o ok. 40 stopni co daje 1/9 z 360 stopni. Umieszczono tam też informację, że film w czasie rzeczywistym trwa ponad godzinę co przy okresie obrotu Saturna wokół własnej osi ok 10,5 godziny, pozwala stwierdzić, że ta sześciokątna struktura to nie chmury ale coś co jest poniżej nich i wydaje się dość stabilne, coś co obraca się z tą samą prędkością kątową co planeta, stabilne tym bardziej, że już sonda Voyager tą strukturę sfotografowała, nie mówiąc już o tym, że już starożytni przypisali Saturnowi symbol sześciokąta (gwiazdy Dawida) co w związku z powyższym odkryciem nie wydaje się zwykłym przypadkiem.


Film pokazujący chmury opływające zagadkową
strukturę na biegunie Saturna

Co ciekawsze w ostatnich dniach naukowcy odkryli na północnym biegunie Saturna tajemniczą zorzę polarną, która pojawia sie i znika w regularnych odstępach czasu. Różni się ona znacznie od zwykłych zjawisk tego rodzaju, rejestrowanych na innych planetach.
Tom Stallard z University of Leicester poinformował, że takiej zorzy polarnej, jak ta, naukowcy nie widzieli jeszcze nigdy do tej pory. Nie jest to zwykły pierścień zorzy, jaki można zaobserwować na Jowiszu czy na Ziemi. Obejmuje ona olbrzymi obszar nad biegunem. „Zgodnie z naszymi dotychczasowymi wyobrażeniami na temat tego, w jaki sposób kształtują się zorze polarne na Saturnie, ta okolica powinna być pusta, dlatego więc zaobserwowanie tak jasnej zorzy w tym miejscu jest dla nas wspaniałą niespodzianką” – mówi Stallard.

Zorza nad heksagonalną formacją na biegunie Saturna.

Zorzę polarną na tej planecie, podobną do zjawisk na Jowiszu, po raz pierwszy zauważył właśnie Tom Stallard wraz z kolegami. Niespotykane na Saturnie zjawisko ma jednak niezwykły charakter: świecąca w podczerwieni zorza wypełnia czasem obszar powyżej 82 stopnia szerokości północnej, dochodząc nawet do bieguna. Zorza ta również przez cały czas – w 45-minutowych odstępach – ulega zmianom, a nawet znika.

Osobiście uważam strukturę za twór sztuczny... tylko Kto jest za to odpowiedzialny...?