Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archanioł Michał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archanioł Michał. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2008

13 maja 1981 r.

Zamach na Jana Pawła II


W dniu 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19, Jan Paweł II został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Agcę w brzuch oraz rękę. Jak ustalili śledczy, chwilę wcześniej Ali Ağca mierzył w jego głowę. Jan Paweł II schylił się wtedy do małej dziewczynki (Sara Bartoli) i wziął ją na ręce. Zamachowiec prawdopodobnie nie chciał postrzelić dziecka i opóźnił oddanie strzału, co uniemożliwiło mu dokładne wycelowanie. Ranny Papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza Dziwisza. Ochrona przewiozła Jana Pawła II do kliniki Gemelli.
Kard. Tarcisio Bertone SDB jest Sekretarzem Stanu Stolicy Apostolskiej. Rozmawiałem z nim w roku 2000 na temat kulis dotyczących wydarzeń po zamachu i udało mi się z tej rozmowy wyszczególnić kilka faktów i co się okazało:
- po przywiezieniu Jana Pawła II do kliniki Gemelli lekarze stwierdzili ustanie funkcji życiowych Papieża i podjęli próbę Jego reanimacji
- Kard. Bertone przybył do kliniki Gemelli na miejsce, gdzie znajdował się Papież i postanowił towarzyszyć Janowi Pawłowi II w klinice, w Jego ostatniej drodze, z racji funkcji, które sprawował
- po nieskutecznych próbach przywrócenia Papieża do życia, lekarze odstąpili od dalszych czynności przekazując do Kard. Bertone informację o zgonie Papieża
- Kard. Bertone widział dokładnie twarz Papieża, która była zupełnie blada, zupełnie jak twarz nieboszczyka
- Jan Paweł II umarł tego dnia według Kard. Bertone, a lekarze z kliniki Gemelli jednoznacznie to stwierdzili
- Kard. Bertone był w klinice Gemelli na miejscu i w tej nowej sytuacji miał za zadanie wyjść do mediów, aby przygotować oświadczenie w sprawie oficjalnego komunikatu o śmierci Jana Pawła II
- w tym momencie twarz Papieża zrobiła się zupełnie różowa, jak u zdrowego, żyjącego człowieka i wróciły samoczynnie najważniejsze funkcje życiowe, Papież wrócił do życia, tak jakby wcześniejsze zdarzenie w ogóle nie miało miejsca
- te fakty nie są znane mediom i nikt o nich nie wie, zna je tylko małe grono osób, które uwierzyły w prawdziwość relacji naocznych świadków i nie przekazują tych rewelacji, bo i tak nikt w nie nie uwierzy, bo to był prawdziwy cud!


Później poddano Papieża sześciogodzinnej operacji. Do pełni zdrowia jednak nigdy nie wrócił. Papież wierzył, że swoje ocalenie nie zawdzięczał tylko szczęściu. Wyraził to słowami: Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę. Tą Istotą duchową, która kierowała kulę w sposób cudowny, kula przemieszczała się w ciele Papieża przechodząc przez kawałek jelita i omijając wszystkie organy życiowe, była Maryja – Matka Boża, jak wierzył Papież. Podwójny cud!
Wierni dostrzegli pewien związek. Zamach miał miejsce 13 maja, podobnie jak pierwsze objawienie Matki Boskiej w Fátimie w roku 1917. Jan Paweł II spędził na rehabilitacji w szpitalu 22 dni. Potem wielokrotnie cierpiał z powodu różnorodnych dolegliwości będących następstwem postrzału. Papież nigdy nie ukrywał swoich niedomagań przed wiernymi, ukazując wszystkim oblicze zwykłego człowieka poddanego cierpieniu.
Amerykański dziennikarz John O. Koehler dotarł do dokumentów, które pokazują, jak Moskwa zwalczała Jana Pawła II. Ujawnia tekst rozkazu, który poleca „wykorzystać wszystkie dostępne możliwości” przeciwko polskiemu papieżowi. Rozkaz Komitetu Centralnego KPZR z 1979 roku, nakazujący KGB "wykorzystanie wszelkich dostępnych możliwości, miał zapobiec nowemu kierunkowi w polityce, zapoczątkowanemu przez polskiego Papieża, a w razie konieczności – sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację". Pod rozkazem podpisali się: Michaił Gorbaczow, Michaił Susłow oraz inni członkowie KC – Andriej Kirylenko, Konstantin Czernienko, Konstantin Rusakow, Władimir Ponomariew, Iwan Kapitonow, Michaił Zimianin i Władimir Dołgich. Dokument ten był szeroko analizowany w 2008 roku przez amerykańskiego dziennikarza Johna O. Kohlera.
W marcu 2006 komisja śledcza włoskiego parlamentu powołana dla ustalenia odpowiedzialności obywateli włoskich podejrzanych o współpracę z KGB, ustaliła bezsprzecznie, że rozkaz zabicia Papieża wydał osobiście I sekretarz KC KPZR Leonid Breżniew, a zatwierdziło Biuro Polityczne m. in. Michaił Gorbaczow. Ali Agca działał na zlecenie bułgarskiej służby bezpieczeństwa, której działania miało inspirować radzieckie KGB. Badania archiwów ujawniły, że istniała szansa na udaremnienie zamachu. Niestety sygnały ostrzegawcze przekazane przez amerykańską CIA zostały zlekceważone. Po zamachu otoczenie Papieża wprowadziło specjalne środki bezpieczeństwa (m. in. papamobile został odpowiednio opancerzony).
Rok po zamachu Papież udał się do Fátimy, chcąc złożyć Matce Boskiej hołd i podziękowanie za to, że ta według niego ocaliła mu życie. 13 maja 1982, podczas nabożeństwa, niezrównoważony hiszpański ksiądz ugodził go lekko nożem. Ochrona papieża szybko go obezwładniła, a papież dokończył nabożeństwo pomimo krwawienia. Wydarzenie to nie było upublicznione aż do roku 2008, kiedy do kin trafił film Świadectwo.
2 lutego 1983 funkcjonariusze SB, pracownicy grupy "D" podjęli próbę skompromitowania Jana Pawła II przed jego II Podróżą Apostolską do Polski, podrzucając do mieszkania redaktora Tygodnika Powszechnego ks. Andrzeja Bardeckiego spreparowany pamiętnik Ireny Kinaszewskiej, znajomej Wojtyły.

środa, 25 czerwca 2008

Rudolf Steiner cz. VII

Rudolf Steiner c.d.:
"Był to obraz odbywającej się we wnętrzu człowieka walki Archanioła Michała ze
Smokiem, jaki w osiemnastym stuleciu nosiło w sobie jeszcze wielu ludzi.
Jednocześnie był to obraz - właśnie w ówczesnych czasach wielu ludziom był on bardzo
bliski - jak człowiek z pomocą tego co "wyższe" pokonuje w sobie to, co "niższe",
jak potrzebuje siły Archanioła Michała dla własnego życia. Widzicie, drodzy
przyjaciele, rozum dostrzega teorię Kanta-Laplace'a, widzi pramgławicę Kanta
Laplace'a, być może spiralną mgławicę; z niej formują się planety, pozwalając w
środku pojawić się Słońcu; na jednej z planet powstaje stopniowo królestwo natury,
powstaje człowiek. A gdy patrzy się w przyszłość, to wszystko ponownie przechodzi w
wielkie cmentarzysko natury. Rozum nie potrafi już inaczej o tym myśleć. A ponieważ
temu rozumowi dajemy coraz większą przewagę w ludzkim poznaniu, dlatego też będzie
to coraz bardziej powszechne. Jednak u tych wszystkich ludzi, o których dzisiaj
mówiłem, działa, jeśli można tak powiedzieć, oko duszy. Rozumem może się człowiek
odizolować od świata, gdyż każdy ma swoją własną głowę, a w niej własne myśli. W
duszy jest to niemożliwe, gdyż nie jest ona związana z głową, lecz z rytmicznym
organizmem człowieka. Powietrza, które mam teraz w sobie, nie miałem jeszcze przed
chwilą, było to jeszcze wspólne powietrze, a kiedy je znowu wypuszczę, ponownie
będzie wspólnym powietrzem. Tylko głowa izoluje człowieka, tylko głowa czyni go
samotnikiem na ziemi. Nawet w odniesieniu do swoich narządów - które stanowią
fizyczną organizację jego duszy - człowiek nie jest odizolowany od świata; tą sferą
należy do całego kosmosu, stanowi tylko część kosmosu. Jednak dusza przestaje
stopniowo "widzieć", a jedynie głowa widzi. Ale głowa rozwija tylko intelekt,
izoluje człowieka. Kiedy człowiek widział jeszcze duszą, nie dostrzegał w kosmosie
abstrakcyjnych myśli, które trzeba interpretować, wyjaśniać, widział tam jeszcze
wspaniałe obrazy, jak właśnie obraz walki Archanioła Michała ze Smokiem. Widział
wtedy, co żyje w jego własnej naturze i istocie, widział coś, co wykształciło się ze
świata, z kosmosu, w sposób, który Wam dzisiaj opisałem. Widział wtedy - jak żywą -
walkę Archanioła Michała we wnętrzu człowieka, która przeszła z zewnętrznej walki w
kosmosie. Widział wtedy antropozofię rozwijającą się z kosmozofii. I zawsze, kiedy
kierujemy się do jakiegoś dawnego poglądu na świat, przechodzimy od abstrakcyjnych
myśli, które są dla nas zimne i suche, od których intelektualizmu przechodzą nas
ciarki, do obrazów, których jednym z najpotężniejszych jest obraz Archanioła Michała
walczącego ze Smokiem, Archanioła, który najpierw strącił Smoka na ziemię, gdzie
następnie Smok - jeśli mogę tak powiedzieć - mógł zdobyć swoją "ludzką twierdzę". A
potem Archanioł Michał stał się pogromcą Smoka w człowieku w opisany wyżej sposób.

W obrazie, który przedstawiałem przed Waszą duszą, Archanioł Michał jest kosmicznie
poza człowiekiem, z tyłu; a w człowieku żyje jego eteryczne odbicie, które prowadzi
właściwą walkę, przez co człowiek może w tej walce stopniowo stać się wolny, gdyż to
nie Archanioł Michał prowadzi walkę, lecz ludzkie oddanie i przywołane przez nie
odbicie Archanioła Michała. W kosmicznym Archaniele pozostaje wciąż żywe jestestwo,
które realizowało pierwotną kosmiczną walkę ze Smokiem i do którego człowiek może
zwrócić swój wzrok. Oczywiście, nie tylko na ziemi były te wydarzenia. Wydarzenia,
które miały miejsce na ziemi, są w gruncie rzeczy niezrozumiałe dla człowieka, jeśli
nie może ich oglądać jako obrazów zdarzeń, które dzieją się w świecie nadzmysłowym,
jeśli nie może widzieć w świecie nadzmysłowym ich przyczyn. Nie tak dawno przed
naszymi czasami miał już miejsce w królestwie nadzmysłowym czyn Archanioła Michała.
Czyn, który chciałbym opisać w sposób, którym dzisiaj gardzi się jako
"antropomorficznym". Ale jak mam Wam to opowiedzieć, jeżeli używam ludzkich słów do
tego, co rozegrało się w świecie nadzmysłowym!

Czasy, kiedy to Archanioł Michał strącił Smoka na ziemię, trzeba opisać jako
odległą, poprzedzającą człowieka epokę. Potem jednak pojawił się na ziemi człowiek.
Pomyślcie teraz o tym, co opisywałem, że ta walka coraz bardziej przechodzi do
wnętrza. Właśnie pod koniec dziewiętnastego wieku Archanioł Michał mógł powiedzieć:
teraz ten obraz zagęścił się w człowieku do tego stopnia, że człowiek będzie mógł go
strzec wewnętrznie, teraz będzie mógł odczuć w swojej duszy pogromcę Smoka,
przynajmniej w obrazie. Trzecia część dziewiętnastego stulecia przedstawia w rozwoju
ludzkości naprawdę coś wyjątkowo ważnego. W dawnych czasach obraz Archanioła Michała
był w człowieku bardzo subtelny; zagęszczał się coraz bardziej, a w trzeciej części
dziewiętnastego stulecia stała się rzecz szczególna. W dawniejszych czasach ten
niewidzialny, ponadzmysłowy Smok był silny, działał w pożądaniach oraz instynktach,
w zachciankach i zwierzęcych pragnieniach człowieka. Dla zwykłej świadomości
pozostawał podzmysłowy, żył w zwierzęcości człowieka. Jednak żył tam, wyżywał się -
czynił człowieka coraz mniej ludzkim, człowiek stawał się pod jego wpływem coraz
bardziej "podludzki"; żył w tym wszystkim, co ludzi ściągało w dół. Archanioł Michał
wciąż ingerował w ludzką naturę, aby człowiek za bardzo nie upadł. Jednak w trzeciej
części dziewiętnastego wieku obraz Archanioła Michała stał się w człowieku na tyle
silny, że zależało to już niejako tylko od dobrej woli człowieka, żeby sięgając
uczuciem wzwyż, świadomie wznieść się ku obrazowi Archanioła Michała, ażeby z jednej
strony - jak w mrocznym przeżyciu uczucia - ukazywał mu się obraz Smoka; a wtedy po
drugiej stronie - w duchowym oglądzie, a jednak już w zwykłej świadomości - mogła
stać przed wzrokiem jego duszy właśnie świetlista postać Archanioła Michała. W ten
sposób mogła pojawiać się przed człowiekiem treść duszy: oto działa we mnie siła
Smoka, która chce mnie ściągnąć w dół; nie widzę jej, jednak czuję ją jako coś, co
chce mnie sprowadzić poniżej człowieczeństwa. Widzę jednak w duchu świetlistego
Anioła, którego kosmicznym zadaniem było zawsze pokonanie Smoka. Koncentruję swoją
duszę na tej świetlistej postaci, pozwalam wpływać jego światłu w moją duszę. A
wtedy dusza, niosąc w sobie siłę Archanioła Michała, staje się tak rozjaśniona i
ogrzana, że człowiek z wolnego wyboru jest w stanie, dzięki związaniu się z
Archaniołem Michałem, pokonać siłę Smoka w swojej niższej naturze.

Gdyby w szerokich kręgach była dobra wola, aby takie wyobrażenie podnieść do pewnej
siły religijności i odcisnąć w każdej duszy, to nie mielibyśmy dzisiaj tak
nieprzekonywujących, bezbarwnych idei, wkraczających jako reformujące myśli itp.,
jakie wszędzie możemy obecnie znaleźć, lecz coś, co ponownie może ogarnąć
wewnętrznie całego człowieka, gdyż coś takiego może się zapisać w żywej duszy
ludzkiej, w każdej żywej duszy, która w okamgnieniu, gdy tylko to rzeczywiście
ożyje, może nawiązać również żywy związek z całym kosmosem. A wtedy każda świetlista
myśl Archanioła Michała stałaby się zapowiedzią ponownego wznoszenia się człowieka
do świata ponadzmysłowego. Ogląd w sensie wiedzy zostałby przeniknięty wewnętrznie
religijnością, mógłby pogłębić się religijnie. Człowiek byłby przez to przygotowany
do świąt rocznych - których zrozumienie jeszcze mu migocze jako pozostałość dawnych
czasów, jednak w niewielkim stopniu - aby każde święto obchodzić z pełną
świadomością, również to, które w kalendarzu jest pod koniec września, na początku
jesieni - święto Archanioła Michała. Będzie to miało pewne znaczenie dopiero wtedy,
gdy będziemy w stanie wywołać w duszy taki żywy ogląd. Jeśli będziemy w stanie
odczuć to w żywy sposób, aby uczynić to instynktownym społecznym impulsem obecnych
czasów, to święto Archanioła Michała - ponieważ impulsy przychodzą tu bezpośrednio z
duchowości - będzie dostrzegane jako ukoronowanie, jako właściwy początek impulsu,
którego potrzebujemy, jeśli pragniemy wydobyć się z dzisiejszego upadku, by do całej
mowy o ideałach dodać to, co nie będzie ideałem wynikającym z ludzkiej głowy lub
piersi, lecz ideałem wypowiedzianym przez kosmos. Kiedy drzewa tracą swoje liście, a
kwiaty dojrzewają i owocują, gdy natura zsyła nam pierwszy mróz i przygotowuje się
do zimowego obumierania, wtedy możemy odczuć - podobnie jak wraz z nadchodzącą
wiosną odczuwamy święto Wielkanocy - nadchodzącą duchowość, z którą człowiek
powinien się połączyć. A wtedy jako mieszkańcy kosmosu będziemy mogli przyjmować w
życie impulsy, które - ponieważ nie są abstrakcyjnymi myślami - nie pozostaną bez
oddziaływania, lecz będą bezpośrednio ukazywać swoje działanie. Treść duszy zacznie
żyć dopiero wtedy, gdy w naszej duszy będziemy mogli rozwinąć impulsy z kosmosu."
KONIEC.

wtorek, 24 czerwca 2008

Rudolf Steiner cz. VI



Rudolf Steiner c.d.:
"Było to uczucie, które w XVIII stuleciu posiadało jeszcze wielu najbardziej
oświeconych ludzi. Czuli oni w żywy sposób różnicę między zewnętrzną naturą, a tą
naturą, w jaką się ona przemienia, gdy człowiek ją spożywa, oddycha nią, przyjmuje
ją w siebie poprzez zmysły. Odczuwali w sposób prawidłowy różnicę pomiędzy tą
naiwną, zewnętrzną, postrzeganą przez zmysły naturą, a ludzką, wewnętrzną,
tryskającą zmysłowością. Ta różnica była jeszcze czymś wyraźnym, wspaniale żywym dla
wielu ludzi, którzy w XVIII wieku dla siebie samych i dla swoich uczniów
przedstawiali w walce Archanioła Michała ze Smokiem, naturę i człowieka oraz
powiązania człowieka z naturą.


Gdy dostrzegamy to biegunowe przeciwieństwo - tą zewnętrzną naturę w jej
elementarnej niewinności oraz pozbawioną niewinności naturę w człowieku - jakie było
przed wzrokiem ludzkiej duszy jeszcze w XVIII wieku - to musimy pamiętać o Smoku,
którego Archanioł Michał przeniósł w świat natury, gdyż uważał, że nie był on
godzien pozostawania w świecie duchowym. Smok, którego postać przeciwstawia się
naturze, nie przyjął żadnej z form, jaką mają istoty natury na zewnątrz w świecie
minerałów, w świecie roślin, a nawet w świecie zwierząt. Przyjął tak fantastyczną
dziś dla nas pod wieloma względami formę "Smoka", która musi po prostu pozostać w
nadzmysłowości. Nie może on wniknąć w żaden minerał, roślinę i zwierzę, nie może też
wniknąć w żadne fizyczne ciało ludzkie. Może jednak wnikać w to, czym stała się
obecnie w fizycznym ludzkim ciele ta zewnętrzna niewinna natura - w pozbawioną
niewinności formę tryskających życiowych popędów! W osiemnastym wieku jeszcze wielu
ludzi mówiło: gdy Smok, dawny wąż, został strącony w dół z nieba na ziemię,
początkowo nie miał żadnego miejsca; potem jednak urządził sobie bastion w
jestestwie człowieka i tak obwarował się w ludzkiej naturze!
W ten sposób ten potężny obraz Archanioła Michała i Smoka każdej epoce dostarcza
jeszcze trochę ludzkiego poznania. Gdyby chcieć już w XVIII wieku przedstawiać
antropozofię odpowiednio dla ówczesnych czasów, trzeba by mówić właśnie o tym, że
człowiek, przyjmując w siebie zewnętrzną naturę przez pożywienie, oddychanie i
zmysłowe postrzeganie, stwarza przez to miejsce dla Smoka. Smok żyje w ludzkiej
naturze. W duszy ludzi XVIII wieku żyło to jeszcze na tyle dokładnie, iż można by
sobie zupełnie dobrze wyobrazić, że gdyby ludzie osiemnastego stulecia mieli jakąś
jasnowidzącą istotę umieszczoną na innej planecie, aby zapisywała to, co dzieje się
na ziemi, wtedy wszystko, co żyje w świecie mineralnym, roślinnym i zwierzęcym,
krótko mówiąc wszystko, co żyje poza człowiekiem, byłoby opisane jako "wolne od
Smoka". Natomiast Smok wślizgnął się poprzez zwierzęcą zmysłowość człowieka i
dlatego przedstawiałby sobą jestestwo ziemskie. Przez to jednak dla ludzi żyjących w
XVIII wieku sytuacja przedstawiała się inaczej niż w czasach poprzedzających
pojawienie się człowieka. W czasach poprzedzających człowieka walkę Archanioła
Michała ze Smokiem trzeba by przedstawić jako obiektywnie zewnętrzną, natomiast
teraz nie można było znaleźć Smoka nigdzie na zewnątrz. Gdzie zatem był Smok? Gdzie
należało go szukać? Wszędzie tam, gdzie są na ziemi ludzie! Tam był Smok. Gdyby
zatem Archanioł Michał chciał teraz kontynuować swoją misję, którą w zamierzchłych
czasach prowadził w obiektywnej zewnętrznej naturze, kiedy to pokonał Smoka
zewnętrznie jako "światową zwierzynę", musiałby przenieść swoją walkę do wnętrza
ludzkiej natury. Walka Archanioła Michała przenosiła się - już od dawna, od
zamierzchłej starożytności, ale właśnie aż po XVIII wiek - do wnętrza człowieka.
Jednak ci, którzy tak mówili, wiedzieli, że przenieśli do wnętrza człowieka jedynie
wydarzenie, które dawniej było wydarzeniem kosmicznym. I mówili mniej więcej tak:
jeśli patrzy się w zamierzchłe czasy, to trzeba sobie wyobrazić, że wtedy Smok
został strącony przez Archanioła Michała na ziemię; było to zatem zdarzenie, które
rozgrywało się w zewnętrznym świecie. A patrząc na nowsze czasy trzeba pomyśleć o
tym, jak człowiek pojawił się na ziemi, jak przyjmuje w siebie zewnętrzną naturę i
przemienia ją, tak że Smok może znaleźć w niej dla siebie miejsce. I odtąd walkę
Archanioła Michała ze Smokiem trzeba przenieść na ziemię!


Taka zmiana myślenia nie była abstrakcją, o czym często dzisiaj tak chętnie się
mówi. Dzisiaj ludzie lubią się posługiwać uproszczeniami myślowymi. Mówi się: no
tak, dawniej ludzie umiejscawiali na zewnątrz takie wydarzenie jak walka Archanioła
Michała ze Smokiem; z biegiem czasu ludzkość rozwinęła swoje wnętrze i teraz takie
wydarzenie może być dostrzegane tylko we wnętrzu. Prawdę mówiąc, nie trzeba
zaprzeczać tym, którzy pozostają przy takiej abstrakcji; jednak ludzie ci z
pewnością nie dostrzegają biegu historii świata. Działo się bowiem tak, jak to
dzisiaj przedstawiłem; zewnętrzna kosmiczna walka Archanioła Michała ze Smokiem
została przeniesiona do wnętrza ludzkiej istoty, ponieważ Smok tylko w ludzkiej
naturze mógł jeszcze znaleźć swoje miejsce. Właśnie dlatego problem Archanioła
Michała wiąże się z zalążkiem ludzkiej wolności, gdyż człowiek stałby się zwykłym
automatem, gdyby walka w jego wnętrzu kontynuowana była tak samo, jak wcześniej na
zewnątrz. Gdy walka przeniosła się do wnętrza człowieka, zewnętrznie postrzegana
była w sposób abstrakcyjny jako walka wyższej natury człowieka z jego niższą naturą.
Mogła ona jednak przyjąć w ludzkiej świadomości jedynie taką formę, jaką ludzie
wprowadzili poprzez ogląd postaci Archanioła Michała w światach nadzmysłowych. W
gruncie rzeczy w XVIII w. było jeszcze wiele wskazówek dla ludzi i wszystkie one
pokazują, w jaki sposób można dostać się w sferę Archanioła Michała, aby z pomocą
jego siły pokonać w sobie własną zwierzęcą istotę Smoka. Człowiek, który jeszcze w
osiemnastym wieku wejrzałby głębiej w życie duchowe, musiałby przedstawić to na
obrazie mniej więcej w następujący sposób: na pierwszym planie ludzką postać,
poniżej zwierzęcą postać Smoka, wijącego się Smoka, który owija się wokół serca;
następnie, niejako z tyłu, poza człowiekiem - ponieważ człowiek tylną częścią głowy
postrzega to, co wyższe w sensie duchowym - zewnętrzną kosmiczną postać Archanioła
Michała, górującą, pełną blasku, zachowującą swoją kosmiczną istotę, ale odbijającą
tę istotę we wnętrzu wyższej natury człowieka, tak że człowiek przedstawiałby w
swoim własnym ciele odbicie eteryczne kosmicznej postaci Archanioła Michała. A wtedy
stałaby się widoczna w ludzkiej głowie, ale działająca w dół do serca, siła
Archanioła Michała miażdżąca Smoka, tak że jego krew spływa z serca na nogi
człowieka."
cdn.

wtorek, 17 czerwca 2008

Rudolf Steiner cz. V




Rudolf Steiner c.d.:
"I wtedy powstała ziemia, a wraz z nią człowiek, który miał się stać jakby podwójną
postacią. Pewną częścią swojej istoty, związaną z duszą i duchem, powinien tkwić w
górze w tym, co nazywamy niebiańskim, nadzmysłowym światem, a inną częścią swojej
istoty, fizyczno-eteryczną częścią, powinien należeć do tej natury, która powstała
jako natura ziemska, jako nowe ciało niebieskie, na które przeniesiony został ten
zbuntowany duch, przeciwnik. Tam musiał powstać człowiek. Był on jestestwem, które
należy do tego świata zgodnie z pierwotną boską wolą leżącą u podstaw całości.
Człowiek przynależy do ziemi; Smok nie należy do ziemi, lecz został na nią
przeniesiony.
A teraz pomyślcie, co człowiek, w trakcie swojego procesu powstawania wraz z
rozwojem ziemi, zastał na niej. Zastał to, co rozwinęło się z wcześniejszych
królestw natury jako zewnętrzna przyroda, co następnie przyjęło tendencję, która
dzisiaj osiąga swoje apogeum w królestwie mineralnym, roślinnym oraz zwierzęcym, aż
po fizyczną ludzką postać. To właśnie zastał. Innymi słowy to, co zwykliśmy nazywać
naturą istniejącą poza człowiekiem. Czym była ta istniejąca poza człowiekiem natura?
Była i jest jeszcze do dzisiaj kontynuacją tego, co było założone przez najwyższe
moce w ciągłych planach rozwoju świata. Dlatego człowiek, gdy przeżyje to w swojej
duszy, powinien wpatrywać się w zewnętrzną naturę, powinien dostrzegać w minerałach
to wszystko, co związane jest ze światem mineralnym, formy krystaliczne, góry,
chmury i inne formy, a wtedy widzi zewnętrzną naturę w jej niejako powinien
dostrzegać wspaniałe martwej, pozbawionej życia formie. Ale patrzy na nią jak na
coś, co mimo tego, że pozbawione jest życia, wyłonił z siebie wcześniejszy boski
świat; tak jak ludzkie zwłoki - jednak w innym znaczeniu - wyłonione zostają przez
śmierć z żywego człowieka. Widok ludzkich zwłok nie sprawia początkowo żadnego
pozytywnego wrażenia na człowieku, jednak to, co powstało w królestwie mineralnym i
stanowi w pewnym sensie boskie zwłoki, ale na wyższym poziomie, powinno być
postrzegane przez człowieka jako coś, co swoją formą, postacią odzwierciedla
początkową bezpostaciową żywą boskość. A to, co zostało później wytworzone jako
wyższe królestwo natury, będzie postrzegane jako dalsze odzwierciedlenie tego, co
początkowo było bezpostaciową boskością. Człowiek powinien tak patrzeć na całą
naturę i odczuwać, że ta istniejąca poza nim natura jest niejako odzwierciedleniem
boskości w świecie. Ostatecznie jest to również to, co natura powinna dać ludzkiej
duszy. Człowiek powinien być w stanie - w sposób naiwny, bez jakiejkolwiek
spekulacji - przy spojrzeniu na tę czy inną istotowość natury, odczuwać radość,
sympatię, być może wewnętrzny krzyk radości, wewnętrzny entuzjazm wobec formowania,
wobec kiełkowania i kwitnienia w naturze. A wtedy ze względu na to, czego sobie nie
uświadamia do końca przy tym krzyku, w tym entuzjazmie, przy tej przelewającej się
radości z natury, powinno w jego podłożu żyć właściwie odczucie, że w całej swojej
duszy czuje się tak bliski naturze, iż może sobie powiedzieć, nawet gdyby doszło to
do jego świadomości w sposób stłumiony: wyłonili to z siebie bogowie, jako swoje
odbicie w świecie, ci sami bogowie, od których pochodzi moja dusza, od których
przychodzę inną drogą. I właściwie cała wewnętrzna radość z natury, wszystko, co
przychodzi do nas jako uwalniające nas uczucie, gdy przeżywamy w sposób żywy
świeżość natury, wszystko to powinno prowadzić do tego, aby dusza ludzka czuła się
spokrewniona z tym, co na zewnątrz w naturze żyje jako odbicie boskości.





















Ale człowiek rozwija się w ten sposób, że bierze naturę w siebie - przyjmuje ją w
siebie przez odżywianie, przez oddychanie. Bierze ją w siebie również - w sposób
duchowy - przez to, że przyjmuje naturę swoimi zmysłami, że ją postrzega. A zatem
przyjmuje ją w siebie w potrójny sposób: odżywiając się, oddychając powietrzem i
postrzegając zmysłami. Właśnie przez to człowiek jest istotą podwójną. W swojej
istocie duszy i ducha pokrewny jest jestestwom wyższych hierarchii, ale pewną część
swojej istoty musi ukształtować z tego, co istnieje na zewnątrz jako natura. To
przyjmuje w siebie. A kiedy zostaje ona przyjęta jako pożywienie, jako oddychanie, a
także w subtelny, eteryczny sposób w procesie postrzegania, to w człowieku
kontynuowane są procesy, które widzi się na zewnątrz w naturze. Żyje to w człowieku
jako instynkt, jako popęd, jako zwierzęca rozkosz, jako wszystko to, co z głębi
ludzkiej natury wznosi się w człowieku jako zwierzęcość. Rozważmy to w sposób
prawidłowy: oto na zewnątrz mamy pięknie ukształtowane kryształy, mineralną masę,
która spiętrza się w gigantyczne góry, masę mineralną, która rozlewa się po ziemi w
wodzie w najróżnorodniejszy sposób; na wyższym poziomie ukształtowania mamy przed
sobą rosnącą substancję roślinną, mamy najróżnorodniejsze postacie zwierząt, mamy
tam również fizyczną ludzką postać. Wszystko, co żyje tam na zewnątrz, jest
odzwierciedleniem boskości; wszystko to stoi w pięknej naiwnej niewinności przed
ludzką duszą, gdyż odzwierciedla właśnie boskość i w gruncie rzeczy jest niczym
innym, jak czystym jej odzwierciedleniem. Trzeba tylko to odzwierciedlenie
zrozumieć. Człowiek nie może tego pojąć swoim intelektem; może to zrozumieć właśnie
poprzez swoją duszę.
Jeśli rozumie to swoją duszą w sposób prawidłowy - a w dawnych czasach, o których
teraz mówię, rozumiał to swoją duszą - widzi to jako odbicie boskości. A gdy
rozważa, co w zewnętrznej naturze żyje w substancjach różnych soli, co żyje w
roślinach i w zwierzęcych składnikach, które następnie wnikają do jego własnego
ciała, i obserwuje, co wyrasta z niewinnej zieleni roślin i co jeszcze w naiwny
sposób istnieje zmysłowo w ciałach zwierząt... to rozważa, patrząc na swoje wnętrze,
jak unosi się to w nim jako popędy, jako zmysłowe pragnienia, jako zwierzęce
instynkty:
widzi, co czyni w nim natura."



cdn.

niedziela, 15 czerwca 2008

Rudolf Steiner cz. IV

Rudolf Steiner c.d.:
"Istoty te nie posiadały wolności w takim sensie, w jakim dzisiaj mówimy o wolności
człowieka. Ich wola nie mogła być przeżywana tak, aby miały one takie własne
uczucia, jakie obecnie mamy, gdy mówimy, że chcemy czegoś samowolnie. Te jestestwa
nie chciały niczego w sposób samowolny; chciały to, co wpływało w nie jako boska
wola. Miały wolę ustanowioną w pełni przez wolę boską. Te boskie jestestwa, które
nad nimi stały, czy też stoją, a które w powiązaniu z nimi oznaczają boskie
przewodnictwo, "chciały" niejako poprzez niższe duchy Archaniołów i Aniołów; tak
więc te niższe duchy "chciały" wyłącznie w sensie stojącej nad nimi bosko-duchowej
woli.
Świat idei dawnej ludzkości był taki, że ludzie mówili: w dawnych czasach nie
nadszedł jeszcze moment, aby mogły rozwijać się istoty, które powinny posiadać w
swojej świadomości uczucie wolności. W sensie bosko-duchowego porządku świata moment
ten odłożony był na późniejszą epokę. Wtedy jedynie pewna część duchów związanych z
boską wolą miała dojść do własnej wolnej woli. Miała dojść do własnej wolnej woli,
gdy nadejdzie odpowiedni czas w rozwoju świata.
Chcę teraz opisać wyobrażenia, jakie aż po XVIII wiek przeżywały najbardziej
oświecone istoty. Pragnę je opisać w sposób historyczny; gdyż tylko przez
przedstawienie sobie w duszy ich historycznej postaci dojdziemy również do nowego
spojrzenia na to, jak dalece wyobrażenia te - w innej formie - można ponownie
odnowić. Wtedy jednak - tak mówili sobie ci ludzie - spośród istot, których
kosmicznym przeznaczeniem było właściwie pozostawanie w zgodzie z wolą boską,
oddzieliła się pewna ich ilość, która chciała niejako wyodrębnić swoją wolę od woli
boskiej, chciała uniezależnić swoją wolę od woli boskiej. W istotach tych powstała
ponadludzka pycha, która sprawiła, że chciały one zanim nastał odpowiedni czas do
tego, aby wolność dojrzała zdobyć wolność swojej woli.
A najważniejszą, wiodącą postacią spośród tych istot jest jestestwo, które otrzymało
postać "Smoka" - Smoka pokonywanego przez Archanioła Michała; Archanioła
pozostającego w górze w królestwie jestestw, które nadal chciały ukierunkować swoją
wolę zgodnie ze stojącą ponad nimi bosko-duchową wolą. Pozostanie w bosko-duchowej
woli spowodowało u Archanioła Michała powstanie impulsu, aby zrobić porządek z
istotami, które "przedwcześnie" - jeśli wolno mi tak powiedzieć - sięgnęły po
wolność. Bowiem postacie, jakie posiadały hierarchie Archaniołów, Aniołów i Archai,
nie pasowały po prostu do istoty, która miała posiadać we wspomniany sposób wolną
wolę, uniezależnioną od woli boskiej. Odpowiednia do tego postać miała zaistnieć
dopiero później w rozwoju świata - miał nią być człowiek. Ale wszystko to przeniosło
się w czasy, w których ze względu na związki kosmosu ludzka postać nie była jeszcze
możliwa; nie mogło też jeszcze być postaci wyższych zwierząt, a jedynie niektóre
formy niższych zwierząt, które już wcześniej scharakteryzowałem. Tak więc musiała
zaistnieć postać pełna sprzeczności w odniesieniu do kosmosu. I w nią musiał zostać
niejako wlany ten sprzeciwiający się duch. Nie mogła to być postać zwierzęcia, które
mogło zaistnieć dopiero później; nie mogła to być również postać takiego Zwierzęcia,
jakie już istniało w swojej zwykłej, niejako miękkiej materii. Mogła to być jedynie
taka postać zwierzęca, która odbiegała od możliwych w fizycznym świecie form
zwierzęcych ponieważ jednak miała ona przedstawiać pewien kosmiczny sprzeciw, miała
być postacią zwierzęcopodobną. I jedyną postacią spośród tych, jakie można było
wtedy stworzyć, była postać "Smoka". Gdy miała być namalowana albo też w jakiś inny
sposób przedstawiona, to była oczywiście różnie ujmowana, przez jednych tak, a przez
innych inaczej. Była przedstawiana mniej lub bardziej trafnie, w zależności od tego,
jaki wewnętrzny imaginatywny wgląd - w to, co wówczas było możliwe w przypadku
jestestwa, które chciało rozwijać przeciwstawiającą się wolę - miał ten, kto ją
przedstawiał. W każdym bądź razie nie jest taką postacią, jaka była wtedy możliwa w
królestwie zwierząt, z człowiekiem włącznie. Musiała ona pozostać ponadzmysłowa!
Jednakże taka ponadzmysłowa postać nie mogła być w królestwie, w którym są jestestwa
wyższych hierarchii, Archaniołowie, Aniołowie itd. Musiała zostać niejako
przeniesiona pośród te formy, które mogły powstać podczas rozwoju fizycznego. Jest
to "strącenie Smoka z nieba na ziemię".
To, że postać ta przyjęła formę ponadzwierzęcą, ponadzmysłową, która jednak nie może
pozostawać w królestwie nadzmysłowym, jest to czyn Archanioła Michała; gdyż mimo
tego, że jest ona ponadzmysłowa, przeciwstawia się królestwu nadzmysłowemu, w którym
była przed swoim nieposłuszeństwem. Tak więc została przeniesiona w świat, który
jest światem fizycznym, ale jako ponadfizyczna, ponadzmysłowa. Żyje odtąd w
królestwie, w którym są minerały, rośliny oraz zwierzęta; żyje odtąd w tym, co
powstało jako ziemia. Nie żyje jednak tak, aby ludzkie oczy mogły ją dostrzegać, tak
jak możemy dostrzegać zwykłe zwierzęta. Jeżeli wzrok duszy skieruje się w światy,
które były przewidziane niejako w wyższym planie wszechświata, patrzy się wtedy w
swojej imaginacji na jestestwa wyższych hierarchii; gdy fizyczne ludzkie oko kieruje
się na świat fizyczny, widzi po prostu to, co powstało w różnych królestwach natury,
aż po fizyczną, zmysłową postać człowieka. Gdy jednak dusza skieruje się na to, co
jest w fizycznej naturze, wtedy widzi tą pełną sprzeczności postać "przeciwnika",
który jest zwierzęcy, a jednak nie zwierzęcy, który żyje w świecie widzialnym, a sam
jest niewidzialny - widzi postać Smoka! I ludzie w dawnych czasach w powstaniu Smoka
dostrzegali czyn Archanioła Michała, który pozostał w świecie duchowym w postaci
odpowiadającej królestwu duchowemu."

cdn.

Rudolf Steiner cz. III

Po moim wstępie w II-óch częściach o Rudolfie Steinerze, oddaję wreszcie głos samemu Rudolfowi Steinerowi:
"Duchowość człowieka była ukryta przed poznaniem przez ostatnie stulecia ze względu na intelektualny rozwój cywilizacji. Nie należy się jednak zniechęcać, lecz wciąż trzeba podkreślać, że człowiek nie powinien tkwić przy czczym, suchym myśleniu i swoich zapatrywaniach. A jednak, jeśli chodzi o poznanie, to opiera się ono wyłącznie na takim rozumowaniu.
Z drugiej strony ciągle podkreśla się, że duchowość ludzka musi zdobyć swoje prawa; jednak nie daje się jej tych praw. Przy każdej okazji odmawia się jej możliwości zdobycia jakiegokolwiek związku z tajemnicami świata; ogranicza się ją do tego, co stanowi wyłącznie osobiste sprawy ludzi, do decydowania jedynie o najbardziej osobistych sprawach ludzkich.

Dzisiaj chcemy mówić o tym, jak duchowość człowieka mogła przemawiać w dawnych czasach rozwoju ludzkości, jak mogła wyczarować przed duszą ludzką wielkie, potężne obrazy, jak mogła oddziaływać w sposób wyjaśniający, gdy chodzi o odnalezienie przez człowieka związku z całym światem, z kosmosem, z chronologicznym porządkiem czasu.
Obrazy te tworzyły się w gruncie rzeczy w czasach, kiedy myślenie sercem mogło jeszcze przemawiać w sposób dający pogląd na świat, na to, co jest najważniejsze w tym poglądzie na świat. Przedstawiały one wielkie związki - ogarniające cały świat - i wstawiały w nie człowieka.

Chciałbym przedstawić dzisiaj przed Waszą duszą jeden z takich wspaniałych, majestatycznych obrazów, które przeznaczone są właśnie po to, aby ponownie zbliżyć się dzisiaj do człowieka w nowy sposób, o którym chcemy jeszcze mówić.
Chciałbym dzisiaj mówić do Was o obrazie, który wszyscy znacie, ale którego znaczenie stopniowo prawie zanikło w ludzkiej świadomości, a częściowo ujęte jest błędnie. Chciałbym mówić o obrazie walki Archanioła Michała ze Smokiem.
Obraz ten oddziaływuje jeszcze znacząco na wielu ludzi. W każdym razie nie działa na ludzką duszę tak jak kiedyś, jak oddziaływał jeszcze w XVIII w.
Obecnie człowiek nie ma żadnego wyobrażenia o tym, jak wiele zmieniło się w tym związku, jak wiele z tego, o czym tak zwany rozumny człowiek mówi jako o obrazach będących tworem fantazji, stanowiło najpoważniejsze elementy dawnych poglądów na świat. A dotyczyło to zwłaszcza obrazu walki Archanioła Michała ze Smokiem. Gdy człowiek zastanawia się, w jaki sposób rozwinął się na Ziemi, dochodzi do tego - w sensie materialistycznego poglądu na świat - że obecna, w pewnym sensie relatywnie doskonalsza postać ludzka prowadzi zawsze do postaci mniej doskonałej, do fizycznych zwierzęcych przodków.

W ten sposób, wychodząc właściwie od dzisiejszego człowieka, który jest w stanie przeżywać swoją istotę wewnętrznie w sferze duszy i ducha, dochodzi się do wielu materialnych stworzeń, od których człowiek miałby pochodzić, a które w sensie bytu materialnego stały właśnie bardzo blisko człowieka.
Zakłada się, że materia rozwija się stopniowo coraz bardziej aż do przeżywania duchowości. Jeszcze w stosunkowo niezbyt odległym czasie zapatrywanie było dokładnie odwrotne. Gdy w XVIII wieku ci ludzie - również wtedy nie było ich zbyt wielu - którzy wówczas nie byli jeszcze przeniknięci przez materialistyczny pogląd na świat, przez materialistyczny sposób myślenia, kierowali spojrzenie duszy na praczasy ludzkości, to nie spoglądali na swoich przodków jako na istoty "mniej ludzkie", lecz patrzyli na istoty bardziej duchowe niż sam człowiek.
Patrzyli na istoty, dla których duchowość była czymś tak swoistym, że nie przyjmowały fizycznego ciała - które zresztą nie istniało w pradawnych czasach - w takim sensie, w jakim dzisiaj czyni to człowiek na ziemi. Spoglądali na istoty, które żyły w wyższy, bardziej duchowy sposób, które - jeżeli mogę się tak wyrazić - miały ciało z o wiele subtelniejszej, bardziej duchowej substancji.
W sferze, o której mówili wtedy ludzie, nie umiejscawiało się jeszcze takich istot jak dzisiejszy człowiek, lecz wyżej stojące istoty, z ciałem co najwyżej eterycznym, a nie fizycznym, istoty, które powinny stanowić ludzkich przodków. Spoglądało się wstecz na czasy, w których nie było jeszcze tak zwanych wyższych zwierząt, a co najwyżej takie, które dzisiaj spotykamy - jako ich potomków - w postaci galaretowatych zwierząt morskich.
Było to niejako królestwo zwierzęce stojące na dawnej ziemi poniżej człowieka; a ponad nim istniało królestwo istot, które, jak powiedziałem, miały co najwyżej ciało eteryczne. Istoty zaliczane dzisiaj do jestestw wyższych hierarchii, które pod pewnym względem stanowiły wtedy przodków człowieka, miałyby dzisiaj inną postać."
cdn.